O mnie

Skok Krzysztof, Zdjęcie - Gruzja, Tbilisi - czerwiec 2007
Witam wszystkich !

Niniwa Team


Strony

Szukaj

Patronat honorowy
POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI
Polski Komitet Olimpijski


Meta

Subskrypcja

AdSense

Warto zajrzeć

Starsze Wpisy »

Santiago de Compostela

Kategorie: 2014 Maroko | 13. październik 2014 | dodano przez krzysiek | nie skomentowano

Ciężki tydzień. Tym razem, jak wystartowałem w poniedziałek rano z Lourdes, tak dopiero w niedzielę zatrzymałem się w Europejskim Centrum Pielgrzymkowym Jana Pawła II w Monte del Gozo, 5 km od Katedry w Santiago de Compostela.

Był to tydzień gór. Codziennie ponad 1000m przewyższeń, w tym dwa razy powyżej 2000m, a 3 razy nie wiele zabrakło do tej liczby. Już w środę byłem ujechany, a w czwartek rano przyszło jechać w deszczu pod wiatr. Na szczęscie po kilkunastu km spotykam irlandzkie rodzeństwo, Ruth i Cathal, którzy na dwa dni dali mi koło i w ten sposób umożliwili mi dotarcie do Monte del Gozo już w niedzilę po południu. W sobotę dwie duże góry k. Ponferady, czyli miejsca, gdzie M. Kwiatkowski wywalczył dwa tygodnie temu Mistrzostwo Świata w kolarstwie. Od kibiców słyszałem okrzyki Poland champion! Ale swoim tempem spokojnie przejechłem 152 km robiąc 2373 m przewyższeń. A w niedzilę ponownie góry, ale tylko 112 km, więc nawet jazda w deszczu i ok. 10 km po szutrach i błotach nie powstrzymało mnie przed dotarciem do celu.

A dzisiaj rano spokojnieudałem się do Katedry w Santiago de Compostela, aby pomodlić się przy grobie Św. Jakuba. Przy okazji zarejestrowałem się i odebrałem dyplom ukończenia Camino de Santiago. Szkoda, że to już koniec mojej przygody z Camino. Poznaję tu wielu fajnych ludzi, którzy pokazują całkiem inny świat. Ale cóż - czas na Fatimę. Buen Camino!

Camino de Santiago

Kategorie: 2014 Maroko | 8. październik 2014 | dodano przez krzysiek | nie skomentowano

W poniedzialek wyruszylem z Lourdes w droge do Santiago de Compostela. I od razu zafundowalem sobie najwieksze gory, jakie byly w poblizu, tj. Col du Soul - 1474 m.n.p.m., Col D’Aubisque - 1709 m.n.p.m. a na koniec Col du Pourtalet - 1794 m.n.p.m., a lacznie przewyzszenia wyniosly 2896m. Niestety juz na pierwszym Col spadl mi aparat i przez dzien jechalem bez aparatu, ale w Pampelunie kupilem nowy. Ostatnie 2 dni jazdy przez Hiszpanie to same gorki - codziennie ponad 1700m przewyrzszen. Do tego dzis po poludniu dopadl mnie czolowy, silny wiatr, ktory zmusil mnie do przymusowego noclegu po 134 km. Jade trasa do Santiago i na razie nocuje w miejscach przeznaczonych dla pielgrzymow - co jak na razie kosztuje mnie po 5 euro za noc.

Lourdes

Kategorie: 2014 Maroko | 5. październik 2014 | dodano przez krzysiek | nie skomentowano

Udalo sie. Na koniec drugiego tygodnia, po przejechaniu lacznie 1688km docieram do Lourdes. Niesamowite miejsce otoczone gorami.

Ale po kolei. W poniedzialek wyruszylem z Paryza w deszczu i wietrze. W Orleans na szczescie pogoda sie poprawila i przestalo wiac.  Ale rozbolalo mnie kolano. Zwalniam troche tempo, aby go nie przeforsowac. Na szczescie od wtorku mam syper pogode i praktycznie bezwietrzna przez caly tydzien. Natomiast jest niesamowicie duzo pagorkow. Nie przypominam sobie, abym na jakiejs wyprawie mial tyle gorek co teraz. Jedna jedzie sie super, opalam sie, a spotykani ludzie sa niesamowicie serdeczni. Komunikacja z nimi jest utrudniona, bo rzadko kto zna angielski, ale jest fajnie. Nocuje u ksiedza, u 2 rodzin przypadkowo poznanych oraz dwa razy w domach dla pielgrzymow do Saniago de Compostela. Wszystko bezplatnie.

Pozdrawiam z Paryża

Kategorie: 2014 Maroko | 28. wrzesień 2014 | dodano przez krzysiek | nie skomentowano

San nie wiedziałem jak to ostatecznie będzie, ale jestem już w drodze do Maroka przez Lourdes, Santiago de Compostela i Fatimę, a w drodze powrotnej chcę być jeszcze w Barcelonie, Andorze, La Sallette, Watykanie i Zurich. Ale po kolei - trochę się przygotowywałem, ale nie do końca byłem zdecydowany. Ale w niedzielę dowiedziałem się od Marka Jakubowskiego, że jutro (22.09) jego TIR jedzie przez Berlin, a po drodze to na pewno coś bardziej interesującego znajdę. I tak też się stało. Szybkie pakowanie i kilka minut po północy ruszam do Cichego, aby stamtąd o 6.30 ruszyć TIR w dalszą drogę, żegnany m.in. przez Marka i Roberta, którzy akurat zdążyli wrócić ze zwycięskiego finału MŚ w siatkówce!

Chciałem dojechać do Amsterdamu, ale ostatecznie następnego dnia przed 6 rano znalazłem się w Eindhoven i stąd przez Brukselę i Luksemburg docieram do Paryża. Na razie jedzie się świetnie, a nakręcają mnie przygodnie napotkani ludzie.W Brukseli Andrzej przenocował mnie, a następnie przez pół dnia woził metrem i tramwajem, abym mógł zobaczyć najważniejsze miejsca, po czym w deszczu wywiózł na granice miasta, bo przez miasto niebezpiecznie. Przed Luksemburgiem zaczepia mnie na drodze Pani Elżbieta, która była z wnuczką Emilii na spacerze. Po chwili ląduję w mieszkaniu córki i zięcia na obiedzie i dostaję paczkę żywnościową na drogę. Podobnie w Luksemburgu mnie obdarowano, a we wsi Epoye k. Reims właściciele nie tylko mnie przenocowali, ale także gospodyni specjalnie dla mnie ugotowała. No i do tego pogoda - wczoraj było 25-27st. i ma być cieplej. Módlcie się, aby się wszystko udało.

Rowerowe szaleństwo – 363 km w 22h 45min

Kategorie: 2014 | 10. wrzesień 2014 | dodano przez krzysiek | nie skomentowano

 Rowerowe szaleństwo, czyli Sztum-Wełtyń w niespełna dobę! Bo inaczej nie można tego nazwać, co zrobiliśmy wspólnie z Andrzejem Podolskim, moim kompanem z wyprawy do Ziemi Świętej i pomysłodawcą wypadu w odwiedziny do kolegi pod Szczecinem. I to bez przygotowań!

 

 

Pomysł był prosty – stratujemy w piątek (5 września 2014 r.) o godz. 8 rano ze Sztumu i jedziemy tak długo, aż dotrzemy na ranczo Zbyszka Hańczuka w Wełtyniu (6 km od Gryfina, kolegi Andrzeja Podolskiego). Jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy. Początkowo jedziemy tempem ok. 26-27 km/h, a za Starogardem Gdańskim zwalniamy do ok. 24-25km/h i z tą szybkością docieramy do Wałcza przed 20-stą. Po drodze mamy postoje regeneracyjne w Starogardzie Gdańskim, Czersku, Człuchowie i Jastrowie, a w Krojantach k. Chojnic zatrzymujemy się na chwilę zadumy pod pomnikiem bitwy z kampanii wrześniowej 1939 roku.

 

W Wałczu spędzamy ok. 1,5 godz. – tam uzupełniamy zapasy żywnościowe na noc, a w restauracji za miastem jemy po ciepłej pomidorowej. Słoneczna pogoda zamienia się w chłodną noc ( w ciągu dnia temperatura dochodziła do 25°C, a w nocy spadła nawet do 11°C), więc również odpowiednie ubranie założyliśmy. Księżyc świecił i jechało się całkiem nieźle. Planowane odpoczynki robimy sobie w Kaliszu Pomorskim, Reczu, Suchaniu i Stargardzie Szczecińskim. Wyjeżdżając z Wałcza mieliśmy na licznikach już 125 km, więc wiedzieliśmy, że to celu jest ok. 140 km. To nas motywowało do dalszej jazdy, a jednocześnie nie musieliśmy się spieszyć, aby ukończyć dystans przed upływem 24h. I tak też się stało. Nie małe było zdziwienie gospodarza, którego obudziliśmy go o 6.45 po przejechaniu 362,47 km ze średnią prędkością 20,74 km (rzeczywisty czas jazdy – 17:28:16h i 1538m przewyższeń). Mając na uwadze, że na start miałem ponad 11 km, to mój wynik w jeździe 24h wynosi 364 km.

Nie czułem się specjalnie zmęczony. Wypiłem piwo na rozluźnienie mięśni i poszedłem się położyć. Wstałem ok. 14 i przez kolejne 24 godz. był relaks w gospodarstwie agroturystycznym Pana Zbigniewa Hańczuk. Była nawet propozycja przejażdżki konnej, ale mi się nic nie chciało. Oddałem się leniuchowaniu. W niedzielę po południu nasz gospodarz odwiózł nas na dworzec do Stargardu, skąd pociągiem wróciliśmy do Tczewa. Stamtąd do domu miałem 30 km – w sam raz na przejażdżkę dla rozluźnienia mięśni po większym wysiłku.

 

Wypad do Wełtynia to dla Andrzeja Podolskiego niesamowita sprawa. 64-letni pan z brzuszkiem, który rowerem jeździ do sklepy po chleb, wsiada z dnia nadzień na rower, aby jechać prawie dobę! Ma niesamowity hart ducha i dużą motywację, którą cały czas podtrzymywali koledzy telefonami z pytaniami, czy już wysyłać po niego karawan (twierdzili, że jego serce nie wytrzyma takiego wysiłku)! Natomiast ja potraktowałem wycieczkę jako przetarcie przed kolejną wyprawą, tym razem na Zachód. A jeżeli się uda to chciałbym w opcji rowerowo – autostopowej dotrzeć do Maroka. Za kilka dni ostatecznie będę wiedział, czy na pewno i kiedy ruszam w trasę.

 

Statystyki trasy Sztum – Wełtyń:

·         dystans – 362,47 km

·         rzeczywisty czas jazdy – 17:28:16 h

·         średnia prędkość – 20,74

·         całkowity czas jazdy – 22:45 h

·         przewyższenia – 1538 m

Starsze Wpisy »

Książka

  • Przeżyj podróż jako czytelnik
    - Fotografie, zdarzenia, relacje
    - dziennik podróży !
  • Rowerem przez Świat
  • Rowerem na Igrzyska

Kategorie

Archiwa

Inne

Sponsorzy

  • Buzz Marketing
  • MojaHonda.pl
  • MojaHonda.pl