O mnie

Skok Krzysztof, Zdjęcie - Gruzja, Tbilisi - czerwiec 2007
Witam wszystkich !

Strony

Szukaj

Patronat honorowy
POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI
Polski Komitet Olimpijski


Meta

Subskrypcja

AdSense

Warto zajrzeć

Starsze Wpisy »

Tour de Pologne Amatorów

Kategorie: Kolarstwo | 8. sierpień 2010 | dodano przez krzysiek | nie skomentowano

                  Początek sierpnia to dla wszystkich sympatyków kolarstwa w Polsce czas na nasz największy wyścig kolarski – Tour de Pologne. Od kilkunastu lat organizuje go Czesław Lang i każdego roku możemy obserwować jego dynamiczny rozwój. Obecnie jest to już wyścig dla zawodowców z najwyższej półki, ale przy okazji organizatorzy dbają o popularyzację kolarstwa w Polsce i rozwój tej dyscypliny. Trasa wyścigu prowadzona jest różnymi zakątkami naszego kraju, tak aby pokazać jego piękno. Od paru lat na metach etapów organizowany jest wyścig Nutella Mini Tour de Pologne, a w tym roku postanowiono po raz pierwszy zorganizować Tour de Pologne Amatorów (www.tourdepologneamatorow.pl).

                 Wyścig odbywał się w kategoriach „Fitnes” na dystansie 20 km oraz „Sport” na dystansie 45 km, a jego najważniejszym celem było wsparcie Fundacji „Akogo?” założonej przez znaną aktorkę Ewę Błaszczyk. No i liczyła się dobra zabawa.


                 Długo się zastanawiałem, czy jechać. Ale krótka rozmowa z podróżniczką Magdaleną Sulima wystarczyła, że zdecydowaliśmy się razem pojechać i dobrze się bawić. Z braku czasu jechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej nocą i spaliśmy tylko nad ranem ok. 1,5h. Tam zostawiliśmy samochód i trasą „Fitnes” pojechaliśmy na start do Nowego Targu. Byliśmy na 2,5h przed startem. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby się zarejestrować i przyczepić numer startowy do roweru, zjeść śniadanie i porozmawiać z innymi uczestnikami czy sędziami zawodów. Atmosfera była wspaniała, chociaż u wielu uczestników wyczuwało się emocje związane ze startem. Do wyścigu zgłosiło się kilku znanych sportowców, aktorów, biznesmenów i polityków. Niewątpliwie wśród największych gwiazd byli Ryszard Szurkowski i były mistrz świata zawodowców w kolarstwie szosowym, Włoch Francesco Moser.

 


                       Magda wystartowała w kategorii „Fitnes” i na tyle dzielnie walczyła, że otrzymała w nagrodę pamiątkowy medal. Natomiast ja chciałem jechać przez góry, po których tego dnia jechali także zawodnicy uczestniczący Tour de Pologne. Traktując wyścig jako zabawę, wystartowałem na rowerze trekkingowym, na którym pielgrzymowałem do Ziemi Świętej. Ponieważ od zajętego miejsca ważniejsze było ukończenie wyścigu, zabrałem ze sobą sakwę na kierownicę, do której mogłem zabrać dętkę, pompkę, klucze, itd. Przez to wyglądałem trochę komicznie, ale chyba dzięki temu nikt nie protestował jak ustawiłem się na starcie w drugim rzędzie razem z osobami znanymi z ekranów telewizji, a przed sobą miałem ww. gwiazdy światowego kolarstwa. Interesuję się trochę sportem, więc wiedziałem, że pierwsze 12 km płaskiego muszę przejechać w tempie poniżej 30 km/h, aby później wspinając się na trzy „górki” własnym tempem (idzie mi to wyjątkowo dobrze) móc mieć z tego dobrą zabawę. Niestety po starcie „włączyła mi się” chęć rywalizacji i pierwsze 5 km przejechałem ze średnią 45 km/h! No i „ugotowałem się”. Lepiej poczułem się dopiero po kolejnych 10 km, kiedy miałem za sobą 4 km podjazdu z 8 km pod Sierockie. Dalej już szło całkiem nieźle.

 

                        Niestety po wjechaniu na Gliczarów (drugi szczyt) zaczęły łapać mnie skurcze i ostatnie 4km wspinaczki do mety w Bukowinie Tatrzańskiej musiałem jechać bardzo ostrożnie, aby ukończyć wyścig. No i jak się okazało na mecie, pomimo popełnionych błędów i dość luźnego podejścia do rywalizacji (długie postoje przy bufecie), za mną przyjechał jeszcze dość pokaźny peleton zawodników. Natomiast muszę przyznać, że walka była bardzo widoczna. Już na pierwszym niewielkim zjeździe i zakręcie pod kątem 90 stopni była pierwsza kraksa, a inny zawodnik przez prawie pół dystansu musiał nieść rower, ponieważ posypało mu się tylne koło a chciał ukończyć zawody!


                       Same zawody były zorganizowane bardzo profesjonalnie. Na trasie stało bardzo dużo osób, które dbały o porządek i kierowały ruchem (trasa „Sport” dwa razy krzyżowała się z „Zakopianką” i torami kolejowymi – na czas przejazdu uczestników wyścigu wstrzymywano ruch). Było także wyjątkowo dużo kibiców, którzy głośnymi okrzykami dopingowali zarówno tych pierwszych jak i tych ostatnich. Po drodze dla uczestników był przygotowany bufet, a na mecie oprócz nagród był posiłek oraz darmowe wejście do kompleksu z basenami termalnymi, zjeżdżalniami wodnymi, prysznicami, itd. Aż trochę żal było, że to tylko jeden dzień. Ale w przyszłym roku zapewne Czesław Lang zorganizuje kolejny wyścig. Na starcie tego pierwszego stanęły 672 osoby więc w przyszłym roku jest szansa na 1000 uczestników. Warto wystartować, aby poczuć atmosferę wspaniałego wyścigu, a przy okazji wspomóc szczytny cel.


                    Tour de Pologne Amatorów to tylko przedsmak rywalizacji Tour de Pologne, na którą wszyscy czekali. Od paru lat planowałem wyjazd na któryś z „górskich” etapów naszego narodowego wyścigu. I nie zawiodłem się. Rywalizacja była bardzo interesująca, a dzięki ustawionemu telebimowi na mecie można było oglądać rywalizację także na trasie. Dodatkowo spotkaliśmy z Magdą Pana Krzysztofa Golwiej, członka zarządu Polskiego Związku Kolarskiego, który pracował przy wyścigu. Pokazał nam całe miasteczko Tour de Pologne, a po zawodach poznał z Sylwestrem Szmyt z grupy Liquigas-Domino (nasz najlepszy kolarz). Zaprosił nas także na metę wyścigu w Krakowie, my jednak musieliśmy wracać do domów i pracy.

47. dzień wyprawy - 29.06.2010

Kategorie: Relacja z wyprawy | 2. lipiec 2010 | dodano przez admin | 3 komentarze

Przebudziła mnie rozmowa moich kolegów po 7. Jak spaliśmy ktoś na „naszych” krzesłach zostawił 2 butelki wody i torebkę z kanapkami, jakie czasami hotele dają na drogę. Podejrzenie padło na naszych rodaków w porannych lotów do Katowic, Warszawy i Gdańska tym bardziej, że do mojego roweru jest przymocowana nasza flaga, a cała obsługa wie o nas już chyba wszystko. Po 8 jedziemy z Alim do supermarketu, aby za ostatnie pieniądze kupić coś do jedzenia.

Czas do planowanej odprawy mija wolno. Pakujemy się i kręcimy po lotnisku. Nikt nie chce wyjść z klimatyzowanej hali – słońce „zabija”. Po 13 docierają do nas Kazik i Andrzej M. Trochę rozmawiamy i rozważamy różne sytuacje. Po 14.30 jesteśmy wołani przez jakiegoś Egipcjanina. Okazało się, że on ma nasze bilety, a część wycieczki, z którą wracamy już się „odprawiła”. Więc ruszamy do boju. Na początek prześwietlenie bagażu. Milicja sobie ubzdurała, że rowery też prześwietli. Trzeba było odkręcać koła, a klucze zapakowane. Dużo zamieszania. Na chwilę wszystko staje, bo blokujemy ruch. Ale jakoś się udaje. Kolejny etap to nadanie bagażu. Każą nam spuścić powietrze z kół i przekręcać kierownice, ale przy tym drugim jakoś nie upierają się. Moje sakwy włożyłem do kartonu, który solidnie okleiłem i owiązałem sznurkiem – każą mi iść go jeszcze owinąć folią za co kasują 3 Euro. Mam kilko nadbagażu, Andrzejowi mniejszą torbę wrzucają jednak do głównego bagażu, ale ani za to ani opłaty 30 Euro za rowery (tak było mówione przed wyjazdem) nie pobierają.

Teraz najtrudniejsze – kontrola paszportowa. Jesteśmy praktycznie na końcu grupy a strażnikowi się spieszy. Nerwowym ruchem ręki ponagla, aby jak najszybciej podawać paszporty a on nie patrząc tylko wbija pieczątki. Udaje się! Ale czeka nas kolejne prześwietlanie i kontrola bagażu podręcznego. I tu zaczyna się cyrk poniżej godności. Przerzucają podręczne rzeczy i te drobiazgi, które im się podobają, chowają do swoich kieszeni mówiąc, że to prezent! Musimy ostro walczyć, aby zachować niektóre drobiazgi, które są dla nas cenne! Ale nie wszystko udaje się odzyskać. Mi w końcu każą iść do samolotu, a nie chcą oddać paszportu. Z tego wszystkiego wypada mi z ręki bilet pod jednego z nich nogi. Klękam na kolano, aby go podnieść, a tu salwa śmiechu mundurowych. Po chwili jednak odzyskuję paszport i mogę przejść do poczekalni otoczonej barami i sklepami wolnocłowymi (bandyckie ceny).

Przed 16 podjeżdża autobus, który zabiera nas do samolotu linii egipskich. Na pokładzie jest tyle miejsca, że możemy siedzieć jak chcemy. Startujemy kilkanaście minut po 16. Lecę pierwszy raz, ale bałagan i zamieszanie związane z dotarciem do samolotu było tak duże, że nie miałem czasu o tym pomyśleć. Lot trwał 4 godziny (w połowie podano obiad). Lądujemy w Bydgoszczy po 19, a o 20 jesteśmy już z bagażem przed lotniskiem zgodnie z planem. Marcin z Alim łapią autobus na dworzec kolejowy, a po Andrzeja przyjechał zięć Seweryn, który przy okazji przywiózł i mnie do mojego rodzinnego domu w Dąbrówce Malborskiej. I tak przed 23 zakończyła się moja 47 dniowa pielgrzymka rowerowa do Ziemi Świętej. Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu i z tego co przeżyłem, zobaczyłem i poznałem.

dystans dnia – 18,97 km
czas jazdy – 0:59:14 h
średnia prędkość – 19,22 km/h
dystans całkowity – 5663 km
całkowity czas jazdy – 311:18 h
max. prędkość podczas pielgrzymki – 72,14 km/h

P.S. Andrzej i Kazik ostatecznie w środę w południe wylądowali w Gdańsku. Dzień przed wylotem musieli zapłacić rezydentowi Alfa Star dodatkowo po 100 USD. Do tej pory ww. biuro podróży nie udzieliło wyjaśnień, dlaczego zażądało dodatkowej opłaty (o której nigdzie nie było wspomniane) oraz dlaczego wygoniło moich kolegów z hotelu na dzień przed odlotem, pomimo że to oni powinni przed sprzedażą poinformować o obowiązujących przepisach w Egipcie. Z Konsorcjum Polskich Biur Podróży mam informację, że Alfa Star wiedziało o tym, że my do Egiptu dotrzemy na rowerach już na etapie negocjacji ceny biletów i wówczas nikt nie wspomniał, że zgodnie z Egipskim prawem nie możemy wylecieć charterem! Wszyscy tylko chcieli pieniądze!

Wydatki podczas tego wyjazdu znacznie przerosły moje oczekiwania. Już negatywnie zaskoczyła mnie Turcja, która od czasu mojego pobytu w 2007 roku znacznie podrożała. Drogie były Jordania (szczególnie zabolał wyjazd do Petry – 65 euro) i Egipt, a ceny w Izraelu to już był koszmar (litr mleka – 6zł, kg ryżu – 9 zł). Dlatego niestety muszę sprzedać rower Giant i sakwy Cumulus, które zostały zakupione specjalne na wyjazd. Zainteresowanych proszę o kontakt.

Starsze Wpisy »

Książka

  • Przeżyj podróż jako czytelnik
    - Fotografie, zdarzenia, relacje
    - dziennik podróży !
  • Rowerem na Igrzyska

Kategorie

Archiwa

Inne

Sponsorzy

  • Główny Sponsor Wyprawy

Patronat medialny

  • BikeWorld.pl
  • Odyssei.com
  • bezdroza.pl
  • www.swiatpodrozy.pl