O mnie

Skok Krzysztof, Zdjęcie - Gruzja, Tbilisi - czerwiec 2007
Witam wszystkich !

Strony

Szukaj

Patronat honorowy
POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI
Polski Komitet Olimpijski


Meta

Subskrypcja

AdSense

Warto zajrzeć

Archiwum dla lipiec, 2008



27.07.2008r. - 111. dzień wyprawy

Kategorie: Chiny, Ciekawe przygody, Relacje z wyprawy | lipiec 30th, 2008 | by admin | 6 komentarzy

O 4.42 obudzilo mnie pukanie do drzwi - do jedna z córek przyszla mnie obudzic. Po chwili znowu pukanie - tym razem matka.

O 5.10 bylem juz w drodze. Pomimo tak wczesnej pory, ruch w miasteczku i na wyjezdzie byl nie maly.

Celem dnia bylo dotarcie do szczytow Wutai Shan. Na poczatek mialem 34 km podjazdu do granic parku.

Dotarlem tam ok. 10-tej. Wspinaczka momentami byla niesamowicie ciezka, ale i widoki zapieraly dech w piersiach (przez caly dzien byla bardzo dobra widocznosc).

Tam odpoczalem, zjadlem i ruszylem dalej w kierunku Szczytu Polnocnego - 3058 m.n.p.m. Niby tylko 10 km, z czego 4 km praktycznie plaskie. Ale pozostale 6 km to mordercza wspinaczka.

Powietrza brakowalo. Bywalo, ze schodzilem z roweru i troche go pchalem, aby znowu wsiasc i probowac jechac. Ale Szczyt to wszystko wynagrodzil. Ladna sloneczna pogoda (tylko zimny wiatr) pozwolila na podziwianie wspanilaych widokow na przestrzeni kilkudziesieciu kilometrow.

Tam tez usytuwana jest jedna z ladniejszych Swiatyn, Lingying Si. Po zwiedzaniu poszedlem poprosic mieszkajacych tam mnichow o wode (moje zapasy mocno sie skurczyly, a sklepow nie bylo). Dostalem nie tylko wode, ale i jedzenie - obiad.

Ze Szczytu Polnocnego ruszylem szlakiem pasterskim do Szczytu Srodkowego i Swiatyni Yanjiao Si. Kamienie podczas 4 km zjazdu byly tak duze, ze momentami musialem schodziz z roweru i go prowadzic. “Na dole” byla mala Swiatynia (nawet nie udalo mi sie ustalic jej nazwy), a nastepnie 6 km wspinaczki polna (kamienista) droga.

I wreszcie Szczyt. Padalem ze zmeczenia. Zwiedzilem Swiatynie, napilem sie wody u mnichow i ryszylem w droge do Szczytu Zachodniego i Swiatyni Falei Si. 3 km w dol i tyle samo wspinaczki polna droga. Tam dluzej odpoczalem, a mniszki po zwiedzaniu zaprosily mnie na posilek i daly jeszcze 8 boazi na droge! I na tym sie nie skonczylo. Przywolaly jednego z mnichow, cos mu powiedzialy i pokazaly mi, abym za nim poszedl do Swiatyni. Tam byl drugi mnich. Obaj chwile porozmawiali, a nastepnie wreczyli mi 200Y! Nie zaakceptowali mojegop “nie”!
Nastepnie mialem 16 km zjazdu wyboista, polna droga. Po drodze mijalem dwie swiatynie - jedna z nich ma bardzo ladna, charakterystyczna wieza.

Mialem tam nawet nocowac, ale gdy zaznaczylem, ze nie mam pieniedzy, temat upadl.

Po 19-stej dotarlem do asfaltowej drogi i Swiatyni Jinge Si. Juz zamykano, ale mlody mnich pozwolil jeszcze mi i grupie z busa wejsc do srodka.Pozniej gdzies znikl i nie bylo jak z nim zagaic tematu noclegu.

A dogladajacy “cywil” chcial tylko pozbyc sie ludzi i miec wolne.

Przed 20-sta bylem przed Swiatynia, bez noclegu. Ruszylem do stojacego w poblizu duzego domu. Tam uzyskalem informacje dotyczace drogi do kolejnego szczytu i innych swiatyn. Wg miejscowego najblizsze obiekty byly oddalone o 20 km. Byla 20.00 i praktycznie ciemno. Poczestowali mnie jedzeniem, ale o noclegu nie chcieli slyszec.

A ok. 20.30 wszyscy schowali sie w domu, zostawiajac mnie przed nim samego. Nie wiele namyslajac sie, ruszylem do bocznego wejscia do Swiatyni (do glownego byly dlugie schody). Tam po dluzszym pukaniu pojawil sie ww. mnich. Bez slow wpuscil mnie do srodka, zamknal rower, a mnie najpierw zaprowadzil do kuchni (wedrowca trzeba nakarmic), a nastepnie do pokoju. Nie dal tylko jednego - wody. Ok. 22-giej kladlem sie spac najedzony, ale brudny.

dystans dnia – 78,96 km
czas jazdy – 7:59:05 h
średnia prędkość – 9,88 km/h

Czytaj cały Wpis »

26.07.2008r. - 110. dzień wyprawy

Kategorie: Chiny, Ciekawostki, Relacje z wyprawy | lipiec 30th, 2008 | by admin | brak komentarzy

Wstalem po 6-tej. Kiedy ja bylem zajety poranną toaleta, mama Su Rui przygotowywala sniadanie, na ktore wstaly o tak wczesnej porze nawet jego nastoletnie siostry.

Jedlismy jakby jajka wbite do gotujacej sie wody (zupa) oraz kielbase podsmazana z papryka i ogorkiem. No i oczywiscie byly te biale buleczki, mantou. Rodzice Su Rui maja gospodarstwo, w ktorym zauwazylem nawet “zachodni” sprzet rolniczy!

O 7-ej ruszylem w droge do Yingxian. Te 20 km nie zapisalo sie na dobre w mojej pamieci.

W opone wbil sie gwozdz. Zalatalem dziure w detce, ale w Yingxian byla juz kolejna. Postanowilem jednak nie wymieniac opony, tylko dziure dokladnie zakleic tasma izolacyjna. Moze jeszcze troche wytrzyma.

W miasteczku Yingxian jest najstarsza drewniana Pagoda w Chinach, z 1056 roku.

Widac ja kilka kilometrow przed miastem. Udalo mi sie w kasie wytargowac znizke studencka na legitymacje UG i zamiast 60Y zaplacilem 30Y. Samo zwiedzanie ogranicza sie do jednej kondygnacji (jest ich 9) oraz tarasu widokowego. Zajmuje to kilkanascie minut.

Pozniej postanowilem rozejrzec sie za koszula z dlugim rekawem.

Porazka. Byly czarne, grube, a jak juz znalazlem, cena dla turysty od razu byla odpowiednia.

Po12-stej ruszylem w droge do miasteczka Shahe, jedynego na trasie do Wutai Shan, ktorego najwyzszy szczyt wznosi sie powyzej 3000 m.n.p.m. Do pokonania jest przewyzszenie ok. 2000 m.

Te 50 km do Shahe troche mnie wymeczylo. Pierwsze 10 km bylo plaskie, a kolejne 17 km to ostry podjazd (byl 2 km zjazd), przez kolejne 15 km bylo “pagorkowato”, aby zakonczyc droge zjazdem i plaskim dojazdem do miasteczka. Do tego podjazd byl w niesamowitym upale, ale po nowym asfalcie. Zas zjazd do Shahe byl pod silny wiatr i po kiepskiej drodze.

W miasteczku mialem problem ze znalezieniem chleba, ktory by sprzedano po normalnej cenie. W koncu udalo sie. Przed sklepem od razu zrobilem sobie kanapki nawet na kolejny dzien. A przed 18-sta zagadalem przygladajace sie mi kobiety o mozliwosc wyprania rzeczy. Udostepnily mi podworze, a sklepikarz kran z zimna woda. A kiedy przyszla 20-sta, a pranie bylo wilgotne, wspomniane kobiety (4 + mezczyzna) zaprosily mnie do siebie na kolacje i na noc.

dystans dnia – 84,81 km
czas jazdy – 5:09:54h
średnia prędkość – 16,41 km/h

Czytaj cały Wpis »

Kategorie

Archiwa

Inne

Sponsorzy

  • Główny Sponsor Wyprawy
  • SKOK Stefczyka
  • Energa
  • Uniwersytet Gdański

Patronat medialny

  • Wirtualna Polska WP.pl
  • TVP Gdańsk
  • Poland.com
  • BikeWorls.pl
  • TransAzja.pl
  • Odyssei.pl
  • bezdroza.pl
  • wrower.pl
  • Ta wyprawa jest w Kalendarzu Wypraw Rowerowych XXI wieku
  • rowerowe.net
  • WrotaPomorza.pl
  • www.swiatpodrozy.pl