O mnie

Skok Krzysztof, Zdjęcie - Gruzja, Tbilisi - czerwiec 2007
Witam wszystkich !


Strony

Szukaj

Patronat honorowy
POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI
Polski Komitet Olimpijski


Meta

Subskrypcja

AdSense

Warto zajrzeć

Archiwum dla lipiec, 2008



21.07.2008r. - 105. dzień wyprawy

Kategorie: Rowerem na Igrzyska - Pekin 2008 | lipiec 23rd, 2008 | by admin | brak komentarzy

Przebudzilem sie przed 7-ma, a chwile pozniej pojawila sie Gao Ting Thung. Zaskoczyla mnie jej obecnosc (bylismy umowieni na 9-ta przed GIANTem), ale i ucieszyla.

Zachowywala sie dosc dziwnie – chciala, abysmy jak najszybciej opuscili hotel. Kiedy opuscilismy go, zaprowadzila mnie do baru znajdujacego sie za sciana. Nim zdazylem sie zoorientowac zamowila jedzenie i zaplacila za nie na zapleczu, a nastepnie pozegnala sie twierdzac, ze musi isc (nie chciala powiedziec gdzie). Zjadlem wiec spokojnie, w samotnosci sniadanie i poszedlem zobaczyc co z moim rowerem.

Tam sie nie wiele dzialo. Kolo bylo prawie wycentrowane, ale dynamem i mocowaniem blotnika nikt sie nie zajal. Pokazano mi, ze czekaja na milicje.

Ta i sprawca pojawili sie po 10-tej. Po jakims czasie pojawila sie takze tlumaczka o imieniu Larisa. Jej rosyjski pozostawial jednak wiele do zyczenia. Naprawiono wowczas rower do konca poza mocowaniem blotnika i dano mi do zrozumienia, ze tego nie naprawia.

Wowczas milicjant zaczal wciskac mi do reki 400Y, a tlumaczka namawiac, zebym podpisal w dwoch miejscach jakis chinski druk urzedowy „in blanco”. Kiedy odmowilem i zazdalem rozmowy z Pania Konsul RP (tlumaczka pytala sie, czy to imie, czy nazwisko i gdzie mieszka!). Kazano mi sie pakowac do samochodu i chcieli mnie wiesc na posterunek celem wyjasnienia.

Odmowilem dobrowolnego udania sie i ponowilem zadanie rozmowy z Konsulem RP. Wowczas juz zadzwonili i po krotkiej rozmowie okazalo sie, ze te 400Y to wymysl milicji jako rekompensata dla mnie za szkode. Stanalem na tym, ze przyjalem 300Y (powinno wystarczyc na nowy blotnik w Polsce). Odbior pieniedzy pokwitowalem na czystej kartce w j. polskim. Sprawca tak sie ucieszyl, ze ma problem z glowy, ze te 100Y dal tlumaczce, aby zabrala mnie na sniadanie do pozadnej restauracji. Byla ona w pobliskim, trzy gwiazdkowym hotelu.

Tam jako obsluga hotelowa pracowala Gao Ting Thung. W restauracji spedzilismy sporo czasu zajadajac kilka chinskich potraw i deserow, a ja musialem dodatkowo zjesc dwa barszcze ukrainskie – jeden zamowila Larisa, a drugi to prezent od wlasciciela „dla goscia z Polski”.

Po poznym sniadaniu (a wlasciwie obiedzie), za ktore ja zaplacilem (bylo to niezrozumiale dla Larisy jak i to, dlaczego wszedzie ustepuje jej pierszenstwa).

Przed 15-sta pozegnalem sie z obiema dziewczynami i ruszylem w droge, dosc pechowa.

Najpierw pekla mi detka (zakleili mi budowlancy drogowi, ale tylko na chwile), a pozniej dopadla mnie krotka burza. Jedynie widoki byly przepiekne.

Nocleg udalo mi sie dostac w bazie drogowcow, ok. 389 km od granicy mongolskiej. Dostalem tam kolacje i pelny dostep do sanitariatow.

dystans dnia – 49,94 km
czas jazdy – 2:47:31 h
srednia predkosc – 17,89 km/h

Czytaj cały Wpis »

20.07.2008r. - 104. dzień wyprawy

Kategorie: Rowerem na Igrzyska - Pekin 2008 | lipiec 23rd, 2008 | by admin | brak komentarzy

Od rana meczyl mnie zoladek, dlatego nawet ucieszylem sie, kiedy na sniadanie Zhang Tei Ping przyniosla tylko kubek herbaty i kilka kawalkow ciastka.

Przed 8-ma pozegnalem sie i ruszylem w droge do Jining.

Wiatr w miare sprzyjal, wiec w niespelna dwie godziny bylem w miescie, gdzie przy pomocy dwoch na skuterze znalazlem kafejke internetowa. Od razu pojawil sie problem angielskich liter – nikt w kafejce nie znal j. angielskiego i dopiero ludzie „zlapani na ulicy” wytlumaczyli o co chodzi moim przewodnikom, a ci po chwili uruchomili anielskie litery. Obslugujacy kafejke czlowiek nie byl zainteresowany pomoca.

W kafejce spedzilem 4 godziny, a nastepnie ponownie zajalem sie luzem w tylnym kole. Spotkany chlopak stwierdzil, ze nie ma profesjonalnych mechanikow rowerowych w miescie i zaprowadzil mnie do „ulicznego”. A ten zgodnie z moimi przewidywaniami pierwszy raz w zyciu widzial taki rower i przy pomocy mojego chyba jeszcze bardziej go popsul.

Wowczas pojawil sie jakis chlopak i dal namiary na profesjonalny sklep. Przewodnik cierpliwie mnie tam zaprowadzil. A szczescie mi dopisalo – byl to sklep firmowy GIANTa.

Od razu stwierdzili wade. Nie mieli jednak „szybkozamykacza”, wiec zalozyli standardowe mocowanie kola na srube. Za usluge zaplacilem 20Y (ok. 3 USD).
Po naprawie, kierujac sie ku wyjazdowi z miasta, trafilem na szereg sklepow z jednej i drugiej strony ulicy.

Wkladow do mojej maszynki do golenia nie znalazlem, wiec po targach kupilem nowa, z 4 wkladami za 10Y. Tam tez kupilem wode i troche zjadlem. Przed 18-sta ruszylem w dalsza droge. Nistety, tradycyjnie byl juz problem z wyjazdem z miasta. Pytani ludzie albo pokazywali, ze nie wiedza, gdzie jest droga albo tak machali reka, ze nie wiadomo bylo, czy to ma byc prosto czy w prawo.

Jednak z miasta i tak nie wyjechalem. Wszystko to za sprawa kierowcy jednego z samochodow, ktory wycofujac sprzed sklepu zagapil sie i uderzyl w moje przednie kolo.

Ledwo utrzymalem rownowage, ale sakwa wyladowala na ulicy. Mi sie nic nie stalo – mam podrapana lewa lydke. Przy pomocy jednego z gapiow (byl ich caly tlum) sparwca naprawil sakwe. Trzeba jednak remontowac przednie kolo. Poczatkowo wydawalo sie, ze tylko kolo trzeba wycentrowac.

Pozniej okazalo sie, ze nie dzialo dynamo wbudowane w piaste przedniego kola, ze podczas obrotu kola w jednym punkcie cos je „trzyma”. No i mocowanie blotnika zostalo czesciowo uszkodzone. Kierowca ani nikt z gapiow nie znal j. angielskiego, a ja nie zgodzilem sie dac rower do naprawy „ulicznemu” mechanikowi kawalek dalej (oni sa na kazdym rogu, zazwyczaj dorabiajacy emeryci) pokazujac na ramie napis GIANT, ten wezwal milicje.

Przyjechalo dwoch panow, ktorzy znali tylko j. chinski i nie wiele robili w temacie. Nawet nie pomogli w walce z banda gapiow, ktora dotykala przy rowerze i bagazu wszystkiego co sie da.

Odjechalem wiec kawalek dalej i zadzwonilem do Konsulatu RP w Pekinie. Odebrala Pani Konsul B. Golebiewska i to ona przez telefon wytlumaczyla milicji, ze chce tylko, aby naprawiono mi rower. Pojechalem tam milicyjnym furgonem jednym z milicjantow (drugi przyjechal razem ze sprawca). Bylismy tam ok. 19.30, akurat zamykano sklep. Wlasciciel stwierdzil, ze jutro w rano naprawi rower. Zreszta nim milicja wypelnila swoje papierki, jeden z pracownikow wykonal czesc prac.

Milicja zas postarala sie o tlumacza znajacego j. angielski i rosyjski. Na nie wiele sie on przydal, poniewaz kiedy jakis milicjant w cywilu zaczal machac do mnie „blacha” i krzyczec do mnie (domyslilem sie po chwili, ze chce moj paszport), ten akurat gdzies sobie poszedl.

Kiedy milicja wypelnila swoje papierki i poinformowala, ze przyjedzie rano mi pomoc, pojawil sie problem, gdzie bede spal. Probowano mnie wyslac do hotelu (w pobliskim noc w opcji „standard” byla za 168Y), ale ja odmowilem twierdzac, ze nie takich pieniedzy na noclegi w hotelu i usiadlem na schodach kolo slepow. Wowczas zaczelo byc ciekawie. Do ok. 23-iej przewinelo sie kilkadziesiat roznych osob – mlodych i starych, biednych i bogatych.

Kazdy mi wspolczol i chcial pomoc – dostalem m.in. wode, chleb, herbate. Nikt jednak nie odwazyl sie zaproponowac mi noclegu. Ok. 23-iej pojawila sie nastolatka, ktora przyniosla mi wode i chleb.

Z nia udalo mi sie troche porozmawiac po angielsku (praktycznie nikt go nie znal). Towarzyszyl nam wowczas jeszcze jakis starszy pan i dwoch chlopakow. W pewnym momencie zaproponowala, abysmy poszli zobaczyc „dwa tygrysy”. Chlopacy nas podwiezli (nie daleko bylo). Kierowca pojechal, a drugi poszedl z nami. W trojke weszlismy na szczyt gory, gdzie staly dwa tygrysy z kamienia. Bardzo ladne miejsce i fajny punkt widokowy na miasto. Kiedy zeszlismy, moi towarzysze postanowili komorkami zrobic sobie pamiatkowe zdjecia ze mna.

Wowczas pojawil sie pan, ktory po krotkiej wymianie zdan z moimi towarzyszami, zaproponowal mi nocleg w swoim hotelu, pod ktorym robilismy sobie zdjecia.

Dostalem pokoj z telewizorem, a prysznic byl kolo niewielkiego basenu.

dystans dnia – 43,23 km
czas jazdy – 2:25:42 h
srednia predkosc – 17,80 km/h

Czytaj cały Wpis »

Książka

  • Przeżyj podróż jako czytelnik
    - Fotografie, zdarzenia, relacje
    - dziennik podróży !
  • Rowerem przez Świat
  • Rowerem na Igrzyska

Kategorie

Archiwa

Inne

Sponsorzy

  • Buzz Marketing
  • MojaHonda.pl
  • MojaHonda.pl

Patronat medialny

  • BikeWorld.pl
  • Odyssei.com
  • bezdroza.pl
  • www.swiatpodrozy.pl