O mnie

Skok Krzysztof, Zdjęcie - Gruzja, Tbilisi - czerwiec 2007
Witam wszystkich !

Strony

Szukaj

Patronat honorowy
POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI
Polski Komitet Olimpijski


Meta

Subskrypcja

AdSense

Warto zajrzeć

Archiwum dla 'Ciekawe przygody'



22.08.2008r. - 137. dzień wyprawy

Kategorie: Chiny, Ciekawe przygody, Droga Chiny - Polska, Relacje z wyprawy | wrzesień 17th, 2008 | by admin | brak komentarzy

Wstalem ok. 5.30. Mialem dosc czasu, aby spokojnie sie umyc zanim wstanie reszta podroznych z wagonu i troche zjesc. Na peronie spotkalismy sie z Tatiana i poszlismy odebrac rower.

Otwierali jednak dopiero o 8.00. Aby nie marznac w chlodny poranek (Tatiana miala tylko koszulki ze soba), poszlismy do restauracji na barszcz. Niestety, tylko nazwa mowila, ze to barszcz.

Po 8-ej odebralismy rower i ruszylismy na dworzec autobusowy - Tatiana taksowka, a ja za nia rowerem (tylko 1,5 km). Tam jednak okazalo sie, ze bilety na wszystkie autobusy na dzisiaj zostaly wykupione (pieszo lub rowerem nie mozna przekroczyc granicy). Jakas kobieta powiedziala Tatianie, ze sprzed dworca kolejowego kursuja autobusy do Poltawki.

Nie sprawdzilem, gdzie to jest, tylko od razu pomyslalem, ze to jest autobus do Rosji. Po ciezkich bojach udalo sie zdobyc miejsce w miniautobusie (musialem wykupc cztery bilety!).

Okazalo sie jednak, ze dotarlismy do chinskiego miasteczka Dongning. Tam bylo juz dla mnie jasne, ze popelnilem duzy blad. Trafilismy do kolejnego miasteczka przygranicznego.

Nie majac ciekawej alternatywy, postanowilem pojechac brakujace 15 km taksowka i zobaczyc na miejscu jak to wyglada. Pomoc zaoferowal pewien Chinczyk poznany w miniautobusie. Zorganizowal taksowke, ktora jechal do pracy na granicy i przy okazji nas zabieral. Na miejscu to jednak my musielismy za nia zaplacic (podobnie “skubnela” nas konduktorka z miniautobusu - za nim wydala bagaze z bagaznika zazadala od nas po 10Y za ich przewoz)!

Byla tez dobra informacja - w ciagu 3-4 godz. mialo byc 5 autobusow przez granice, a do Usurijska mialo byc ok. 50 km. Cena za przejazd przez granice to 170Y + 100Y za rower. Kupilismy z Tatiana bilety i ruszylismy na odprawe. Wowczas okazalo sie, ze jesto to przejscie tylko dla obywateli Chin i WNP! Pozegnalem sie z Tatiana, ubralem stroj kolarski, zjadlem i ok. 14.30 ruszylem w droge powrotna do Suifenhe.

Do pokonania bylo ok. 70 km. Jednak po przejechaniu 25 km udalo mi sie na kolejne 34 km zlapac autostopa.

Wowczas poinformowano mnie, ze jest zbyt pozno i nie zdaze przekroczyc juz granicy dzisiaj. Nie majac jednak pomyslu co dalej i nie wiele do stracenia, ruszylem na przejscie graniczne. Nie bylo to latwe, poniewaz nawet przy granicy ludzie nie znali rosyjskiego (nie mowiac o angielskim).

Na przejscie dotarlem ok. 17-stej. Wlasnie pracownicy opuszczali swoje stanowiska pracy. Nikt nawet nie chcial ze mna rozmawiac, aby w drodze wyjatku mnie przepuszczono. Poznano mnie jednak z Chinczykiem, ktory mowil tylko w swoim jezyku, ale chcial mi pomoc (wszedzie mowilem, ze mam tylko 200Y na autobus).

Czlowiek znajacy rosyjski zawiazl nas busem do Suifenhe. Tam w jednym z budynkow mialem wziasc szybki prysznic, a nastepnie mielismy udac sie na kolacje do restauracji. Kiedy bylem juz gotowy, udalismy sie taksowka z “moim dobrodziejem” do wytwornej restauracji, gdzie w oddzielnym pokoju byl przygotowany stol na kilka osob.

Po chwili pojawily sie dwie Chinki i malzenstwo z Rosji (wszyscy mieli po ok. 40 - 50 lat). W trakcie rozmowy okazalo sie, ze poza jedna pania, wszyscy dzialaja w branzy turystycznej, a “moj dobrodziej” jezdzi takze duzo na rowerze. Sama kolacja byla bardzo smaczna i obfita. Trwala ponad 2 godz. Przed 22-ga zostalem odwieziony do hotelu i poinformowano mnie, ze o 5.30 mam czekac gotowy do wyjscia przy recepcji. P

odczas kolacji mowilem, ze musze jutro wieczorem zdazyc na pociag Wladywostok - Moskwa, wiec podobno zorganizowano mi miejsce w pierwszym autobusie.

dystans dnia - 39,42 km
czas jazdy - 2:14:19 h
srednia predkosc - 17,61 km/h

Czytaj cały Wpis »

21.08.2008r. - 136. dzień wyprawy

Kategorie: Chiny, Ciekawe przygody, Droga Chiny - Polska, Relacje z wyprawy | wrzesień 17th, 2008 | by admin | brak komentarzy

Pierwszy dzien od dawna, kiedy moglem sobie pospac. Niestety, obudzilem sie o 7.30. Do poludnia wlasciwie tylko czytalem gazete, ktora otrzymalem jeszcze w Ambasadzie w Pekinie oraz troche porozmawialem sobie ze studentami Harbinskiego Uniwersytetu. Oni zaproponowali, ze pomoga mi przy odbiorze roweru.

Po przyjezdzie pociagu do Harbin o 14.45 udalismy sie do miejsca odbioru bagazu, ale roweru nie bylo, a studenci nie potrafili wyjasnic, kiedy moze byc. Na szczescie pojawil sie chlopak, ktory jak na chinczyka wyzroznial sie duza zaradnoscia.

Wiedzac jeszcze z Pekinu, ze rower moze byc do odbioru 2 godz. po przyjezdzie, poprosilem go o pomoc w uzyskaniu informacji dotyczacych pociagu do Suifenhe. Jak je wszystkie zdobyl to i rower juz byl gotowy do odbioru. Bilet siedzacy na nocny pociag (21.26 - 6.50) kupilem bez problemu za 76Y. Ale nadanie roweru to to juz dramat.

Poinformowano mnie, ze dotrze on na miejsce dwa dni po mnie! Zaczela sie dyskusja i prośby, juz chcialem isc na dworzec autobusowy. Jednak chlopak byl na tyle zaradny i kumaty, ze potrafil z Paniami wynegocjowac, aby rower wyslaly tym samym pociagiem, ktorym ja jade do Suifenhe. Jednak roweru nie zwazyli tylko wpisali wage 25 kg (taka sama waga byla na metkach z Pekinu, tez nie wazyli) i skasowali 55Y.

Mialem 4 godz. do odjazdu pociagu. Zjadlem, a nastepnie postanowilem udac sie do dworcowej poczekalni. Tu okazalo sie, ze jest segregacja. O salach VIP wiedzialem, ale z kolejnej rowniez mnie pogonili, bo mialem zbyt tani billet. W nastepnej z tego powodu chcieli ode mnie 10Y. Dopiero w czwartej (standard lepszy od polskich poczekalni) moglem spokojnie posiedziec. Tu okazalo sie, ze moj aparat fotograficzny sie zepsul.

Na 20 min. przed odjazdem pociagu zostalem wpuszczony na peron (jest to jednoznaczne z mozliwoscia zajecia miejsca w pociagu). Postanowilem jednak zamienic swoje miejsce siedzace na lezace (nie moglem tego zrobic w kasie biletowej!). Poczatkowo mialo to kosztowac 140Y, ale po chwili okazalo sie (kiedy stwierdzilem, ze nie stac mnie na taki wydatek), ze tylko 68Y.

Jednak numeracja wagonow byla na tyle niezrozumiala, ze zamiast do plackarty trafilem do kupe. Tam prowadnik poprosil rosjanke mowiaca po chinsku, aby mi wyjasnila, gdzie jest moj wagon. Tak poznalem Tatiane. Bala sie sama jechac w przedziale, wiec namawiala prowadnika, abym mogl zostac. Ten zgodzil sie tylko na kilka minut rozmowy. To wystarczylo, abym dowiedzial sie, ze jej pradziadkowie pochodza z Polski. Podobno tez wzbudzam zaufanie! Umowilismy sie rano, ze rano spotkamy sie na peronie (chcielismy razem jechac dalej do Usurijska w Rosji) i wymienilismy sie numerami telefonow.

Czytaj cały Wpis »

Książka

  • Przeżyj podróż jako czytelnik
    - Fotografie, zdarzenia, relacje
    - dziennik podróży !
  • Rowerem na Igrzyska

Kategorie

Archiwa

Inne

Sponsorzy

  • Główny Sponsor Wyprawy

Patronat medialny

  • BikeWorld.pl
  • Odyssei.com
  • bezdroza.pl
  • www.swiatpodrozy.pl