O mnie

Skok Krzysztof, Zdjęcie - Gruzja, Tbilisi - czerwiec 2007
Witam wszystkich !

Strony

Szukaj

Patronat honorowy
POLSKI KOMITET OLIMPIJSKI
Polski Komitet Olimpijski


Meta

Subskrypcja

AdSense

Warto zajrzeć

Archiwum dla 'Ekwipunek'



Mapy

Kategorie: Ekwipunek, Po powrocie, Poradnik, Przygotowania, Sprawy techniczne, Trasa | styczeń 13th, 2009 | by krzysiek | brak komentarzy

Mapy i plany dużych miast są bardzo ważne w turystyce, a szczególnie rowerowej. Mam na myśli przede wszystkim dokładne mapy drogowe czyli takie, na których są zaznaczone wszystkie miejscowości, podane kilometry oraz kolorowo naniesione wzniesienia i góry (przydało mi się to po zdobyciu pięciu szczytów Gór Wutai Shan, kiedy bolały mnie kolana i musiałem omijać wszelkie podjazdy i wzniesienia). O ile bez większych problemów można dostać w Polsce dokładne mapy Litwy, Łotwy i europejskiej części Rosji, to mapy Azji bywają rzadko i są bardzo niedokładne. Dokładne mapy Mongolii i Chin udało mi się zakupić dzięki pomocy Wydawnictwa Bezdroża w ich księgarni internetowej. Natomiast mapę Rosji od samego początku chciałem kupić w Rosji. I udało się w Moskwie kupić atlas książkowy, bardzo szczegółowy. Na potrzeby podróży kserowałem sobie poszczególne odcinki trasy, na podstawie których ustalałem tryb jazdy danego dnia, czy też najdogodniejsze miejsce do kolejnego noclegu.

Czytaj cały Wpis »

Ekwipunek

Kategorie: Ekwipunek, Po powrocie, Poradnik, Przygotowania, Sprawy techniczne, Trasa | styczeń 13th, 2009 | by krzysiek | brak komentarzy

Z pomocą przygotowania sprzętu do drogi przyszedł Giant Polska, Cumulus oraz Sklep rowerowy „Żuchliński”, w którym były wykonane wszystkie poprawki i przygotowania sprzętu do wyjazdu. Długo się zastanawiałem nad wyborem roweru – górski czy trekkingowy. Ostatecznie, po wielu konsultacjach (w tym z osobami, które rowerem dotarły nad Bajkał lub autostopem podróżowały po Chinach i Mongolii), zdecydowałem się na rower trekkingowy Giant Freerider 1.0 24. Jednak w stosunku do wersji „sklepowej” zamieniłem pedały na sportowe (a z jednej strony doczepiłem nakładki na tradycyjne obuwie) oraz tradycyjną kierownicę na wersję multiposision. Dodatkowo założyłem stalowy bagażnik z przodu i z tyłu (po wyjeździe z bezdroży Mongolii okazało się, że jest jeden spaw pęknięty, ale nie miał on większego znaczenia i mogłem spokojnie jechać aż znalazłem spawarkę). Sam rower sprawował się bardzo dobrze. Miałem ze sobą zapasowe opony – tylną wymieniłem po 5 tys. km, a przednią po 7 tys. km tylko dlatego, że właśnie doszła moja torba z częściami zapasowymi, a tam była jeszcze jedna zapasowa. Tych opon już jednak nie zużyłem – tylna jeszcze powinna wytrzymać jakieś 2-3 tys. km. Razem z zapasową oponą otrzymałem nowy łańcuch, tylne zębatki i przerzutkę. Dokupiłem przednie zębatki i założyłem cały nowy napęd. Stary był wyrobiony, ale raczej do Pekinu by wytrzymał. Po 4 tys. km pękły mi 2 szprychy (sąsiednie) od strony wielotrybu i kilka razy trzeba było później centrować koło. Jedyna „nieplanowana” usterka zdarzyła mi się już w Chinach – sypnęła się tylna piasta „Made in China”, jak się okazało nie do dostania w Państwie Środka. Ale w sklepie firmowym Gianta w 1 dzień mi sprowadzili drugą, na której bez problemu dotarłem do celu.

Tylne sakwy rowerowe miałem Firmy Cumulus. Sprawdziły się idealnie – są lekkie i wytrzymałe, a przy tym jest do nich wygodne dojście. Z przodu miałem sakwy zamocowane zarówno na przednim kole jak i na kierownicy (z mapnikiem). Uzupełnieniem miejsca na bagaż była przyczepka rowerowa firmy Extawheel. Niestety w już w Moskwie okazało się, że moje nogi nie wytrzymują takiego obciążenia i musiałem z niej zrezygnować, a 20 kg bagażu wysłać pocztą kolejową do Irkucka.

Zainwestowałem także w ubiór – pojechałem w ubiorze kolarskim, dodatkowo wzbogaconym o komplet przeciwdeszczowy (kurtka, spodnie, skarpety i ochraniacze na buty) z goretexu. Oczywiście miałem także bawełniane koszulki czy zwykłe spodenki, ale nie wiele ich używałem. Przez część podróży miałem ze sobą namiot (z Moskwy do Irkucka pojechał z w bagażu), ale go nie rozstawiłem. Aby nie dociążać zbyt mocno tylnego koła, na ostatnie 3 tys. km (wcześniej był w przyczepce) zamocowałem go między sakwą mocowaną na kierownicy a przednim kołem. Okazało się to dobrym rozwiązaniem, a dodatkowe obciążenie nie było żadnym problemem dla amortyzowanego widelca przedniego koła.

Do spania miałem śpiwór puchowy – również Firmy Cumulus. Bardzo wygodnie się w nim spało, a na dodatek był bardzo ciepły (można w nim spać nawet w temperaturze 5ºC), mały i lekki (850 gram). Dodatkowo producent wykonał go z mocniejszej tkaniny, aby dłużej mi służył. Do leżenia zamiast tradycyjnej karimaty wybrałem nadmuchiwaną matę izolacyjną, z której bardzo często korzystałem w Mongolii i Chinach.

Nie należy zapominać także o łatkach „na zimno” i dętkach zapasowych. W drodze złapałem dość sporo gum – jednak żadnej na drogach szutrowych!

Czytaj cały Wpis »